/ BLOG FOTO VIDEO

Adaptowanie obiektywów – speedboostery, obiektywy analogowe, flange distance

Inne, Poradniki, Sprzęt Fotograficzny, Sprzęt Video,

Jedną z najistotniejszych zalet aparatów systemowych, jest możliwość zmiany optyki. Czyni to je uniwersalnymi narzędziami, zapewniającymi świadomemu użytkownikowi szereg opcji na sposób uchwycenia obrazu. Producenci aparatów, w swoich ofertach starają się zapewnić jak najszerszą gamę obiektywów, prześcigając się w ilości dostępnych możliwości – pojawiają się rozmaite obiektywy szerokokątne, wyspecjalizowane makro, długie ogniskowe z błyskawicznym autofocusem, a większość systemów daje nam również do wyboru zakres „szkieł” budżetowych, oprócz tych zawodowych o najlepszych parametrach optycznych. Doliczając do tego optykę producentów niezależnych takich jak Sigma czy Tamron, może wydawać się że w obrębie systemu znajdziemy opcję na każdą okazję. W takim razie, w jakim celu mielibyśmy poza ten obręb wykraczać?

W jakim celu adaptować obiektywy?

Eksperymenty z bardziej „egzotyczną” optyką potrafią prowadzić do atrakcyjnych efektów i warto pamiętać o tym łatwym sposobie na poszerzenie horyzontu. Prawdopodobnie najpopularniejsze jeśli chodzi o adaptację są obiektywy analogowe. Często dla osób o bardzo ograniczonym budżecie stanowią atrakcyjną alternatywę, ale nie należy traktować tej opcji jako definitywnie gorszej od współczesnej optyki. Oczywiście nie stanowią konkurencji jeśli chodzi o doskonałość optyczną, ale okazuje się że jej brak potrafi dać naszej fotografii unikalną charakterystykę. Chociażby flary – niepożądane potrafią być uciążliwe ale coraz częściej pojawiają się jako efekt dodawany przy obróbce, na fotografie stworzone z pomocą nowoczesnej optyki. Wyróżnić należy również obiektywy o wyjątkowej plastyce, rozmywające nieostre elementy kadru w interesujący sposób, w niektórych przypadkach tworzące tak wyraziste efekty jak np. „swirly bokeh”.

Zdarza się również że możemy preferować jakiś obiektyw z asortymentu konkurencyjnej firmy. Czasem minimalna różnica w ogniskowej, jasności lub jakości produkowanego obrazu jest dla nas kluczowa. Chociaż może wydawać się że zawodowcy unikają takich zabiegów, wystarczy przyjrzeć się światu kinematografii aby zauważyć, że takie nieszablonowe działanie było wykorzystywane nawet przy tworzeniu wybitnych dzieł. Znany z obsesji na punkcie optyki był Stanley Kubrick, który w autorski sposób adaptował oraz przerabiał obiektywy tak, aby pomagały mu jak najlepiej oddać jego artystyczną wizję. Krążą legendy o procesie powstawania filmu „Bary Lyndon”, w którym reżyser postanowił zaadaptować optykę wykorzystywaną przez NASA, o niewyobrażalnej wtedy jasności, w celu kręcenia wyłącznie przy świetle świec.
Niezależnie od powodu, kiedy przydarzy nam się pożądać obiektyw niedostępny w wariancie z odpowiadającym nam mocowaniem, z pomocą przychodzą adaptery bagnetowe.

Odrobina teorii

Chociaż temat adaptacji nie wydaje się specjalnie złożonym zagadnieniem, istnieje kilka rzeczy o których warto wiedzieć, gdyż mogą nam znacznie ułatwić proces doboru optyki.
Istotnym pojęciem jest tutaj „Flange Focal Distance” i chociaż może brzmieć odstraszająco, w istocie jest to po prostu odległość między tylną soczewką obiektywu a powierzchnią matrycy (lub innego materiału światłoczułego). W celu wykorzystania pełni możliwości obiektywu dystans ten musi pozostać niezmieniony po adaptacji, więc będziemy szukać tylko obiektywów o dłuższym FFD niż w przypadku naszego. Dodatkowa odległość jest zarezerwowana dla adaptera, który pełni nie tylko rolę mechanicznego mocowania obiektywu, ale również zapewnia właściwy dystans między mocowaniem aparatu a obiektywem.

W jaki sposób ta wiedza teoretyczna przekłada się na praktykę? Ze względu na FFD w komfortowej sytuacji przy adaptowaniu obiektywów znajdują się użytkownicy aparatów najpopularniejszej firmy produkującej lustrzanki – Canona. Mogą oni podpiąć do swoich aparatów znaczną ilość rozmaitych obiektywów z bagnetem m42, Pentax K, Olympus OM czy Nikon F. Nieco trudniejsze jest tu położenie posiadaczy pozostałych systemów lustrzanek. Nikon umożliwia nam adaptację głównie obiektywów z lustrzanek średnioformatowych, na szczęście „ratuje” nas tutaj też szeroki katalog analogowych szkieł z natywnym mocowaniem, gdyż firma nigdy nie zmieniła bagnetu w swoich lustrzankach.
Znacznie korzystniej przy użytkowaniu adapterów prezentują się bezlusterkowce. Ze względu na konstrukcję, FFD zmniejsza się o odległość całej komory lustra. Otworem stają przed nami wszystkie systemy lustrzanek, a także obiektywy z systemów dalmierzowych takie jak Leica M czy M39.
Warto zaznaczyć też że przy adaptowaniu obiektywów, bezlusterkowce wykazują się jeszcze jedną przydatną funkcją. Jest nią focus peaking, który staje się nieoceniony w przypadku konieczności manualnego ostrzenia.

Co warto adaptować?

Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi i należy poszukać jej samodzielnie. W zależności od posiadanego systemu, pożądanego efektu, planowanego zastosowania oraz budżetu nasz arsenał możemy zasilić rozmaitymi instrumentami optycznymi. Na szczęście nie jesteśmy zdani całkiem na siebie, w poszukiwaniu, pomóc mogą pewne wskazówki, dlatego wyszczególnimy kilka z najciekawszych i najpopularniejszych opcji.

 

 

Obiektywy M42

Jakość oraz cena może się wahać w zależności od marki, modelu i egzemplarza ale w większości przypadków faktycznie spotykamy się z unikalną charakterystyką. Możemy wyróżnić z nich wiekowe obiektywy Zeiss, zwłaszcza szerokokątne Flektogony – klasyczne, dobrze wykonane, oddające nieostrości w widowiskowy sposób. Trzeba też wspomnieć o Heliosach i szeroko dostępnym modelu 44 – solidny radziecki obiektyw dający subtelny efekt „swirly bokeh” wspomniany  wyżej. Jego popularność w ostatnich latach odrobinę odbiera mu wyjątkowości, ale stosunek jakości do ceny dalej pozostaje bardzo zachęcający.

System Leica M

Nazwy takie jak Leica czy Voigtländer w świecie fotografii stały się synonimem wysokiej jakości oraz jeszcze wyższej ceny, ale w określonych przypadkach wspomniany system obiektywów z mocowaniem M może zagwarantować znakomity komfort pracy, wyjątkową jakość obrazu oraz w pewnym sensie ponadczasowość. Obie niemieckie marki oferują obiektywy bez funkcji automatycznych, skupiając się na jakości optycznej oraz mechanicznej precyzji wykonania. Pozbawiona nowoczesnych technologii optyka nie tylko jest niewielkich, wygodnych rozmiarów, ale także nie może się starzeć w taki sam sposób jak współczesna – funkcjonuje ona w ten sam sposób jak w latach 50 i będzie funkcjonować tak zawsze. Współczesne obiektywy w większości sterowane elektroniczne pozostają niestety zależne od „życia” systemu, a jak możemy zaobserwować niektórzy producenci nie posiadają sentymentów w kwestii ich wygaszania.

Vivitar Series 1

Chociaż firma współcześnie kojarzy się z bardzo niskiej jakości kompaktami i akcesoriami fotograficznymi, w latach 70 produkowała jedne z najczęściej wybieranych przez zawodowców szkła. Nic dziwnego ponieważ wyróżniały się parametrami, oferując optykę zmiennoogniskową z niespotykaną wtedy jasnością. Zoomy 28-105mm lub 70-210mm narzuciły pewne standardy w kategorii obiektywów reporterskich i chociaż nie będą w stanie doścignąć jakością współczesnych odpowiedników, to nadal potrafią zaskoczyć produkując bardzo przyjemny dla oka obraz. Kolejną z ich zalet jest niska cena, dzięki czemu możemy skosztować uroków „retro” zawodowej optyki nie nadwyrężając portfela.

Możliwości istnieje niezliczona ilość – nie tylko jeśli chodzi o niszowe systemy takie jak np. Olympus Pen F lub Contax/Yashica, niektórzy w eksperymentach posuwają się dalej, korzystając z obiektywów z kamer przemysłowych, rzutników, noktowizorów lub innych przyrządów optycznych.

 

„Mądre” adaptery

Poruszając temat adaptowania obiektywów nie można pominąć współczesnych nowinek technicznych w temacie adapterów. Podstawowy adapter to tylko metalowa obręcz, jednak możemy mieć do czynienia ze znacznie bardziej zaawansowanymi konstrukcjami. Dosyć popularne są takie, które oferują przeniesienie funkcji automatycznych w postaci informacji o ekspozycji czy ostrości. W przypadku bezlusterkowców do dyspozycji mamy nawet przejściówki przenoszące funkcję AF, pozwalając na wykorzystanie wszystkich funkcji obiektywów Canon EF oraz większości współczesnych Nikkorów.
Istnieją też adaptery bagnetowe z elementami optycznymi. Te prostsze pozwalają w lustrzankach na skorygowanie problemów w przypadku minimalnie zbyt krótkiego FFD obiektywu.
Ciekawsza opcja znów dotyczy bezlusterkowców – mamy tam do czynienia z nieco „potężniejszymi” adapterami, które w zależności od producenta noszą nazwę speedbooster lub focal reducer. Ich popularność jest jeszcze stosunkowo niewielka, ale działanie szybko przekonuje osoby korzystające z aparatów posiadających tzw. „crop”. Ze względu na mniejszą matrycę aparaty te mają również mniejsze pole widzenia w stosunku do modeli pełnoklatkowych. Focal reducer jest adapterem który niweluje tą wadę – pozwala się cieszyć całym polem widzenia adaptowanego obiektywu. Łatwo nasuwa się pytanie, jakim kosztem uzyskujemy tak użyteczny efekt? Tutaj spotykamy się z kolejną właściwością speedboosterów. Dodają nam one stopień więcej do ekspozycji, ponieważ skupiają więcej światła, niż normalnie padałoby na matrycę. Dla większości użytkowników nie jest to przeszkodą, a raczej dosyć pożądanym efektem, więc trudno się dziwić że przejściówki te cieszą się dobrą opinią. Jeśli wspomnimy o speedboosterach umożliwiających używanie funkcji AF albo działających z matrycami pełnoklatkowymi, dając im pole widzenie aparatów średnioformatowych możemy dostrzec jak wiele potencjału posiadają dzisiejsze adaptery.

 

Podsumowanie

W celu zaczerpnięcia inspiracji dobrze też rozejrzeć się po internecie, gdyż czasem możemy natknąć się na takie skarbnice informacji jak kanał Media Division na youtube. Tworzą oni produkcje stojące na wysokim poziomie merytorycznym oraz technicznym, jednocześnie nie tracąc na przystępności. Znajdziemy tam porady jak złożyć całe zestawy wyjątkowych szkieł i z pomocą akcesoriów dostosować je do naszych potrzeb, a także porównania, testy i ciekawostki (np. jakie obiektywy lubią adaptować światowej sławy filmowcy).

Mimo że znajdą się sceptycy kwestionujący cel adaptowania obiektywów, nie należy podchodzić do zagadnienia lekceważąco. Możemy traktować je jako ciekawostkę lub pole do eksperymentów, ale też jako sposób na poszerzenie swojego arsenału narzędzi oraz kreatywnych możliwości.

Współcześnie dysponujemy niewyobrażalnie wysokiej jakości narzędziami optycznymi, ale warto pamiętać, że w niektórych okolicznościach nie potrzebujemy lub wręcz nie jesteśmy w stanie wykorzystać całego potencjału technologii. Fotografia mimo funkcji praktycznych może być też formą sztuki, a w takiej sytuacji nie musi ona przemawiać racjonalnymi argumentami mierzonymi megapikselami lub ilością linii na milimetr. Staje się bardziej subiektywna i oddziałuje na emocje odbiorcy, więc efekty zapewniane przez retro optykę mogą stanowić uwypuklenie wartości zdjęcia.

Niezależnie jak na to patrzymy, jeśli tylko chcemy, możemy w tym zagadnieniu znaleźć bardzo wiele wartości dla siebie oraz swojego fotograficznego warsztatu.

 

Data: 23 września, 2020
Autor: Radosław Chojnacki
Udostępnij: